Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sery. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 sierpnia 2012

Miłość






Die Liebe

Sie ist die geheimnisvolle Zutat, die selbstgemachten Käse so einzigartig macht und vom industriellen Produkt unterscheidet. Mit der Menge wird nicht gespart! Sie ist wissenschaftlich nicht messbar, sie kostet uns nichts und steht uns immer zur Verfügung. Die liebevolle Zuwendung beginnt bei den Tieren und reicht bis zum servieren. Erfahrungsgemäß geht nichts davon verloren!

To miłość jest tym tajemnym składnikiem, dzięki któremu sery własnej roboty są tak szczególne i tak różne od tych produkowanych przemysłowo. Tego składnika nie trzeba oszczędzać. Nie można miłości naukowo zmierzyć, nic nas ona jednak nie kosztuje i mamy ją przez cały czas do dyspozycji. Ta miłość zaczyna się już w kontakcie ze zwierzętami, a wystarcza jej aż do podania sera.
Jak uczy doświadczenie ani odrobina miłości się tu nie marnuje!
(Lotte Hanreich & Edith Zeltner)

To cytat z książki Käsen leicht gemacht.

Myślę, że te parę zdań wystarcza.


Nie mam siły do pisania. Więc Wam pokazałam parę zdjęć serowych. Serów przybywa, mimo że są też zjadane w sporych ilościach przez gości. Ja tez odżywiam się głównie serami, pomidorami i jogurtem. Parę serów dojrzewa w różnych ingrediencjach. Jak będą się nadawały do zdjęć, to im je zrobię.

Upały u nas iście śródziemnomorskie. Mam "klęskę" urodzaju, a czasu nie tak znów dużo, bo i zajęć sporo. Życie wiejskie upływa mi teraz pod hasłem wycieczek, rajdów rowerowych, festynów, warsztatów rękodzieł przeróżnych, spotkań do późnych godzin nocnych. Serdecznie Was pozdrawiam

środa, 18 kwietnia 2012

Kooperatywa od kuchni






Pytania w Waszych komentarzach sprawiły, że dziś napiszę taką zbiorczą odpowiedź, która mam nadzieję na niektóre z nich odpowie. Jednocześnie podkreślam, że to, co piszę na temat wełny i przetworów mlecznych, poza ogólnymi stwierdzeniami dotyczącymi owcy prymitywnej, odnosi się do moich kolorowych i rogatych owiec, żyjących w stanie półdzikim, w takich, a nie innych warunkach środowiskowych, odżywiających się na pastwisku od wiosny do jesieni i otrzymujących jedynie siano zimą .
Wrzosówka to owca północna krótkoogoniasta czyli ovis brachyura borealis. Jest owcą tzw. kożuchową, wykorzystywaną w przeszłości w tym kierunku produkcji, ze względu na doskonałe walory skór. Tak jak i inne prymitywne owce północne, ma runo zbudowane inaczej, niż okrywa wełnista „kulturalnych” owiec , ras hodowanych przede wszystkim na wełnę
Używana tu i we wcześniejszych wpisach opozycja "owca prymitywna" - „owca kulturalna”, dotyczy tylko prowadzonych przez stulecia (owca kulturalna) bądź też nie prowadzonych zabiegów hodowlanych (owca prymitywna). W tym rozróżnieniu nie mają znaczenia walory intelektualne, które obok zdrowotności i wytrzymałości, plasują nie tylko owce, ale zwierzęta prymitywne w ogóle, daleko przed kulturalnymi, wykreowanymi w dużym stopniu przez człowieka w toku wielowiekowej pracy hodowlanej.
Intelekt, zdrowotność i wytrzymałość, umiejętność radzenia sobie w ekstremalnych warunkach mają oczywiście swoją cenę. Z punktu widzenia hodowcy, ekonomiki produkcji mlecznej, rzeźnej czy wełnianej, takie owce nie mają znaczenia produkcyjnego, nie gwarantują bowiem sukcesu ekonomicznego. Z punktu widzenia wolnego człowieka, żyjącego skromnie, ale z wyboru w zgodzie z naturą, realizującego różne pasje i tęsknoty, człowieka któremu takie życie całkowicie wystarcza i który się w nim spełnia, jest zgoła odwrotnie. Cechy te sprawiają, że takie zwierzęta są po prostu idealne. Dają przecież i wełnę, i mleko, i mięso, a że nie w ilościach handlowych… Tym gorzej dla handlu.
Opowiem najpierw o wełnie, bo owca to na pierwszy rzut oka sama wełna. Nie wdając się w szczegóły budowy włosa owczego (które można znaleźć w wielkiej obfitości w Internecie i ogromnej ilości publikacji), można powiedzieć że wełna wrzosówki jest taka, jak i jej nosicielki, mocna i z charakterem, czyli szorstka i gryząca dla użytkownika. Taka też jest tkanina uzyskana z jej wełny. Nie jest to więc runo dla każdego. Mnie ich wełna nie gryzie, nie drażni i jest bardzo przyjemna w noszeniu, ale ja jestem z tych „gruboskórnych”, poza tym właśnie te, a nie inne owce, były mi pisane, jak wiemy . Byłoby więc coś nie tak, gdyby mnie ich wełna niemiłą była. Wrzosówkowa wełna jest wdzięcznym materiałem barwierskim. Dobrze się farbuje w barwnikach roślinnych, dobrze przędzie i tka, dobrze też filcuje. Najbardziej podobają mi się naturalne kolory runa i dzięki kolorowym owcom mogę cieszyć się całkiem niezłą paletą barw. Do szczęścia brakuje mi tylko bieli, choć i w tej kwestii moje przyjaciółki wrzosówki wraz z panami baranami starają się pomóc, płodząc i rodząc jagnięta o bardzo jasnym runie. Jeśli mam ochotę na żywszy kolor, farbuję runo w marzannie barwierskiej (czerwień, pomarańcz), indygo (niebieski), trzcinie czy liściach brzozy (różne odcienie zielonego), w nawłoci (żółty), jagodach czarnego bzu (piękny fiolet) czy kwasie buraczanym (buraczkowy). Umiem robić na drutach i szydełku, nie jestem jednak w tym kierunku jakoś szczególnie uzdolniona ani zapalona do nauki. Proste szale, czapki, swetry, rustykalne pledy w płóciennym splocie z podwójnie skręconej nitki – to umiem i lubię, i robić, i używać. Poza tym wrzosówkowa wełna tylko do tego się nadaje, według mnie, z natury swej. Mam różne pasje, a jedną z nich jest zgłębianie historii średniowieczne rzemiosła, także interaktywnie. Wrzosówka ze wszystkimi swymi walorami więc i tu mi doskonale pasuje.
Nie inaczej ma się rzecz z pozyskiwaniem mleka. Nie jest to owca fryzyjska – alma mater wśród owiec z naszej szerokości geograficznej, dająca świetne i dużo mleka i mająca do tego całkiem miłą wełenkę. Wrzosówka produkuje niewiele mleka w okresie laktacji, który jest raczej krótki. Rut i Noemi karmią długo, ale ilość tego mleka nie jest duża, zważywszy, że karmią dwa jagnięta, a odżywiają się sianem. Biorąc pod uwagę modus vivendi i operandi tych zwierząt, mleko jest całkiem dobrej jakości . Pozyskać mleko od moich owiec nie jest łatwo, i to nie tylko za sprawą niewielkiego wymienia i maleńkich sutków. Nie wiem, jak to się dzieje, ale jak owca nie chce, to mleka po prostu nie da. Nie wydoi się jej bez jej woli. Mleko należy do niej i jej dzieci. Zrozumiałe więc jest, że sery owcze są niestety tylko rzadkim rarytasem, goszczącym na mym stole i stołach tych, którzy akurat mają „szczęście”. Z odwiedzających bloga, serów próbowała chyba tylko Kankanka (jeden mieszany, jeden owczy całkiem). Lubię robić różne sery, od twarogów po twarde w typie pecorino czy pecorino vecchio (jeśli mam mleko owcze), ale zdana jestem przede wszystkim na niezawodne krowy z sąsiedniej wsi (żyjące tak jak i moje owce), dostarczycielki doskonałego, tłustego mleka, więc o pecorino mogę marzyć i śnić, ewentualnie sobie kupić. Robię więc sery z mleka krowiego, niepasteryzowanego. Są również świetne, ale nie są owcze. Nie spędza mi to jednak snu z powiek. Cieszę się tym co mam . Zdarzyło się kiedyś, że wśród gości miałam fachowców od owiec, parających się od wielu lat badaniami nad mlekiem owiec, którzy zajadając moje sery byli pewni, że jedzą sery owcze i na nic zdały się moje protesty, że to są jednak sery z mleka krowiego. Jako że serów była spora ilość, twierdzono wręcz, że musiałam się pomylić. Nie myliłam się, ale cóż, skoro smakowały im jak owcze, niech i im będzie.
Na sery widoczne na zdjęciach mleko pozyskałam podczas letnich wykotów w 2010 roku (drugich w jednym roku), kiedy owce miały rzeczywiście bardzo dużo mleka. A plenność wtedy wynosiła 200%, a jagnięta odchowały w 100% (tzn. ja odchowałam jedno w zamian za litry mleka od uchylającej się od karmienia Moabitki-feministki, bo to był tryczek, owieczkę karmiła). Wszyscy byli zadowoleni.
Pozdrawiam

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Produkcja w kooperatywie








Jako zarejestrowany producent coś musiałam wyprodukować. Jako zupełnie nierejestrowana zaklinaczka pogadałam z owcami, abyśmy coś może, jednak, niedużo, ale choć trochę wyprodukowały. Panny się zgodziły i oto taki przekrój naszej produkcji, tak w ramach przerywnika przed następną częścią opowieści.

Pozdrawiam