środa, 20 sierpnia 2014

Na Święty Roch w stodole groch,

czyli slow food w Owczarni.
Grochu nie sieję, bo się nie udaje. Sieję to, co chce u nas rosnąć. Rzepy, pasternak, buraki ćwikłowe, marchewkę, pietruszkę, por i seler, fasolę Jaś i Blauhildę, sałaty, dynie, cukinie i pomidory. Dużo pomidorów.  I zioła. Te rosną dobrze i same się sieją.

Stodoły nie mam. Chciałabym kiedyś mieć dużą, ale może mieć nie będę. Sienne strychy cztery napełniam za to pachnącym sianem dla owiec. Jesienią w tym sianie poleżą gruszki odmiany nieznanej, bardzo smaczne, z których w listopadzie zrobię konfitury z imbirem. Przechowywać będę też jabłka, z sąsiedzkich jabłonek, rodzących co dwa lata. Spiżarnię-piwnicę zapełniam codziennie urodzajem naszym i sąsiedzkim. Soki pomidorowe do picia i na zupy zimowe, konfitury i dżemy, buraki w różnej postaci, mrożonki, musy i sorbety owocowe, owoce mrożone do zapiekanek jaglanych.
Lato jest pracowite. Jak to na wsi. Nie spędzam jednak całych dni przy piecu, wbrew pozorom. Codziennie tylko chwilkę. Więcej czasu zabiera mi chodzenie po okolicznych sadach i zbieranie owoców. Dziś muszę iść po śliwki do sadu H., bo już dzwoniła ze 30 razy z pytaniem, kiedy wreszcie przyjdę, bo "śliwki lecą" z drzew. Potem będzie tak samo z gruszkami i z jabłkami.

Przetwory robię od lat, od dzieciństwa właściwie i uwielbiam napełniać szklane słoje darami lata i jesieni. W domu rodzinnym mieliśmy ogromną manufakturę z wyciskarkami do soku, patelniami do dżemów i konfitur, ogromnymi drewnianymi łyżkami do owoców i wielką spiżarnię, którą zwaliśmy z bratem "schowankiem". W schowanku było wszystko, czego dziecięca i nie tylko dziecięca dusza pragnęła. Na półkach piętrzyły się słoje owinięte pergaminem, kamionkowe garnki z powidłami śliwkowymi, zapieczonymi w piecu, aby wytworzyła się skórka, przykryte tylko lnianym płótnem lub papierem, nie zawsze okręcone konopnym sznurkiem. Nic nie pleśniało, nic się nie psuło. Cukru używało się mało. Soki malinowe, jeżynowe, wiśniowe w butelkach zakorkowanych, z korkami dla pewności oblanymi pszczelim woskiem. Dżemy i konfitury. Marynowane owoce, musy jabłkowe, ogórki kiszone. Wszystko opatrzone etykietami, pisanymi ręką Babci lub Mamy, potem pisanymi piórem przeze mnie, pismem starannym i z zawijasami, jak to u nas było w zwyczaju. Na etykiecie była nazwa, rok i ingrediencje, albowiem wersji gruszkowych na ten przykład było wiele, a niektórzy lubili imbir, a inni kardamon, a owoce do mięs były ostrzejsze, niż zwykłe konfitury. W szafie z drzwiami obitymi siatką króliczą wisiały kiełbasy, szynki, boczki. Wcześniej peklowane w wielkich kamionkowych garach z Bolesławca lub Bochni i wędzone w dymie różnych drzew, ale zawsze bez kory. Na półkach leżały krążki twardego sera z krowiego mleka w woskowej piżamce i gomółek suszonego, przywożonego od cioci spod Łęczycy. Cudowne było to miejsce. I cudowne były te wszystkie specjały. I cudowna była atmosfera, w której wszystko było przygotowywane. Żadnego pośpiechu. Żadnych kłótni. Śmiechy, plotki, odwiedziny sąsiedzkie, niekończące się próbowanie, dosypywanie, ujmowanie, doprawianie, rozlewanie. Pisanie etykiet.
Dlatego i ja takie przyjemności funduję sobie i gościom. Wspólnie smażymy konfitury w letniej kuchni lub w domu, pieczemy chleby, peklujemy, wędzimy, serowarzymy, ubijamy masło, czasem w ramach warsztatów w naszej Wiosce smaków i rzemiosł, czasem w ramach spotkań zwyczajnych, koleżeńskich. Gotujemy i zjadamy z przyjemnością wszystko, co nam się uda zrobić. Z przyjemnością też obdarowuję znajomych tym, co mam w spiżarni. I tak sobie niespiesznie żyję w pięknych okolicznościach przyrody, wie Gott in Frankreich. Lepszego życia nie mogłam sobie wymarzyć.
Serdecznie Was pozdrawiam i zapraszam do oglądania zdjęć z mojego zwykłego  raju.

Sąsiedzka papierówka


Nasze pierwsze truskawki



Konfitura in statu nascendi







Konfitura morelowa z lawendą

Pomidory Bohuny

Mirabelki z sąsiedniej wsi na dżem i sos tkemali


Physalis peruviana - moja wielka miłość






Po lewej physalis, po prawej morele. Uwielbiam obie konfitury. Są takie słoneczne, pachnące latem i pyszne.

Śliwki H. wczesniejsze





Skrzep, z którego powstaną sery na zlot Dzikich Kur

Sery na pięknej "kurzej" ceramice u Hany


Kluseczki serowe


wersja z malinami

Codzienna kawa




Mangold, czyli poczciwa boćwina na obiad



Jogurt domowy



Ciasto jak na Badische Zwiebelkuchen z odrobiną drożdży i mąką pszenną chlebową


Z serem w typie mozzarelli

Nieodzowna gałka muszkatołowa









Zupa krem z buraków

Duszona marchewka, pasternak, ziemniak, cebula, pomidor


63 komentarze:

  1. O, teraz to mi smaku narobiłaś!!!
    Akurat robię spis sadzonek, szykują się zakupy niebawem, bo wszystkiego to mam chyba tylko dwie stare jabłonie i jakieś marne drzewka.

    PS jak dobrze pomyślec to stodoły też nie mam, bo konie tam będą zakwaterowane... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja nie mogę u Ciebie umieścić żadnego komentarza, odkąd się przeniosłaś. Nie wiem o co cho.
      U nas sadu nie mamy, siedmioletni padł ofiarą przeżuwaczy, nowy posadzony za szczelnym ogrodzeniem 3 lata temu, ale marnie to widzę. Sadów przydomowych dostatek ci u nas i się ludziska chętnie dzielą więc korzystam bez skrępowania.

      Usuń
  2. I to jest to nudne życie ,powiadasz ;-) ? pozdrawiam też jakoś nudnie jola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nuda straszna u nas, prawda?

      Usuń
    2. :-))) no faktycznie .A wiesz Owieczko,że po odwiedzinach u Was też młynek do kawy ręczny zakupiliśmy . Taka ręcznie mielona kawa ,to dopiero jest kawa,prawda ?

      Usuń
  3. U mnie też nuda - a stodołę mam, a jakże, a w stodole... łomatkobosko - kto to wi;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tak teraz jest w garażowej pracowni. Dziada z babą tylko brak. Choć czasem zajrzymy tam z G.

      Usuń
  4. A wiecie, jakie pyszne były te sery? Zdziobałyśmy wszystko! Ten mniejszy, na czerwonym talerzu był MIĘTOWY! A tarta! Ludzie! Niebo!
    Konfitury to jedna z nielicznych kuchennych czynności, które lubię. Dzisiaj będą gruszki - dużo gruszek. Jak je robisz, Owieczko? Na pewno masz jakiś nuuuudny przepis:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najnudniejszy pod słońce. Tylko gruchy, cukier trzcinowy sok z cytryny lub dwu i różne "korzenie" - cynamon, kardamon, gałka, imbir na raz lub osobno. Zależy co mi w duszy gra. Sok leję od razu na gruchy pokrojone na ćwiartki. Ja spadam do H. na śliwki. Miłego popołudnia!

      Usuń
  5. PS. Kluseczki serowe to coś jak leniwe?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tylko takie szybciej się robiące, w moim mniemaniu.

      Usuń
  6. A u mnie dzisiaj japka - dla koniów;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Smakowicie u Ciebie...U mnie tez przetwory w trakcie. Jeszcze gruszki i fasolka została...

    OdpowiedzUsuń
  8. ...ależ mnie rozmieniłaś na drobne tym wpisem.
    ...i kto mnie teraz pozbiera?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, bo opis wspomnień taki zmiękczający do cna... ckni się do takiego żywota i takiej atmosfery domowej. Człek zaczyna zdawać sobie sprawę co mu w duszy gra i że ta cała cywilizacja i zegarki to do niczego nie są mu potrzebne.
      Dziękuję

      Usuń
    2. Ale trochę trwało, aż zdał sobie sprawę. Nigdy nie miałam zegarka.

      Usuń
  9. Piękne tradycje z domu trzeba kultywować:) Zdjęcia niezwykle apetyczne! A Ty chyba jesteś Czarodziejką...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieciństwo miałam dość błogie. Pewnie dlatego lubię je sobie niejako "fundować" znów na starość.

      Usuń
  10. Od zawsze mi się marzy taka spiżarka zapełniona domowymi specjałami.oh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja obecna spiżarnia nie umywa się do tamtego schowanka.

      Usuń
  11. Owieczko, w inny świat się przeniosłam... Te wspomnienia o spiżarni z dzieciństwa mnie rozłożyły... Wiem, że to roboty huk, ale zazdroszczę. Twoje sery to poezja, potwierdzam!~A smak pomidorów boski! Że o tarcie cebulowej nie wspomnę, czegoś tak pysznego to dawno nie jadłam:)) A czy mogłabyś machnąć przepis? Szczególnie mi chodzi o to, jak tą cebulę się przygotowuje? Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że smakowały Ci sery i pomidory. Wyślę Ci przepis mailem. Wszystko robi się prosto i błyskawicznie.

      Usuń
    2. To bardzo czekam na przepis i jeśli można to jeszcze na kluseczki serowe:))

      Usuń
  12. Moja mama zapiekała w piecu, w kamionkowych garach marmoladę ze śliwek, i to wcale nie były węgierki, tylko najzwyklejsze "psiurki"; pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też tak zapiekane były jabłka, taka marmolada i marmolada z pomidorów i jabłek. Buziaki!

      Usuń
  13. A te konfitury z peruwiańskiej miechunki to jak, Owieczko, robisz? Nigdy nie robiłam! Pasteryzujesz czy nie ma potrzeby?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pasteryzuję, bo jej nigdy nie mam tyle, by dotrwała do zimy. Tylko owoce do garnka przekrojone na pół z sokiem z cytryny, odrobina wrzątku (ze 3-4 łyżki, w zależności od owoców) i cukier też "na oko". Poddusić do odpowiedniej konsystencji i do słoików.

      Usuń
  14. Aż Cię zacytuję "I tak sobie niespiesznie żyję w pięknych okolicznościach przyrody...", zdecydowanie Ci tej nieśpieszności zazdroszczę, ja już nie umiem się nie śpieszyć nawetm jak nie muszę. A Twoje przetwory wyglądają bardzo, bardzo smakowicie...........Daj przepis na tą tartę....plisssss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyślę Ci wieczorem przepis. Lubię konfitury robić i jeść. W zasadzie z przetworów robię tylko dżemy i konfitury. Żadnych sałatek, ogórków, nic z octem.

      Usuń
    2. To dziękuję i czekam:))

      Usuń
  15. Zaprosilas mnie do raju..
    I u mojej babci tez bylo schowanko:)
    Kiedys mysalam, ze u kazdej babci takie jest, a nie bo inne babcie mialy spizarnie.
    I piec! Wszystko zrobione na ogniu, smakuje inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię piece, mam trzy, dwa do gotowania, jeden do chleba. Jestem piecomaniaczką. Też mi się wydaje, że wszystko lepiej smakuje. Ja już w ogóle nie umiem gotować na gazie, a niedajbuk na prądzie.

      Usuń
  16. Cudna nuda :)) A przetwory to bajka .....
    Tarty przecudnej urody i smaku z pewnością też - moje twierdzenie opiera się na tej jedynej, którą miałam okazję degustować, ze słodką cebulą .....

    OdpowiedzUsuń
  17. Lepszego nie mogłaś... Nie miałam takich cudnych wspomnień z dzieciństwa, więc teraz sobie rekompensuję ;) i celebruję. Uwielbiam schyłek lata, kiedy czuć już zbliżającą się jesień... czas obfitości.
    Chciałabym się u Ciebie ponudzić, posmakować tych pyszności ;-)) kiedyś na pewno. Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponudzisz się jeszcze, jak "dzieci" dorosną.

      Usuń
  18. Pozdrowienia z Gottingen.
    Wspominamy nasze odwiedziny między IBZ a UNi-Nord kiedy chodzimy starymi ścieżkami.
    Dominik, Jurek i Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślałam, że możecie być TAM. Jak długo będziecie? Mieszkacie u S.? Pozdrawiamy serdecznie

      Usuń
  19. zieeew...
    ... nuuuda. I bezrobocie.
    Bardzo podziwiam:-) może nawet przez tydzień bym tak mogła;-)
    tzn. nie podziwiam na chłodno, tylko cieszę się, że ci to sprawia przyjemność:-) i że tak możesz, jak chcesz:-)
    Jakbyś miała oprócz morelek dla mnie mirabelki, to lubiłabym:-) pozdrawiamy z sielskiej bezczynności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w końcu muszę jeść. A nic poza Owczarnią (no prawie nic) mi nie smakuje i nie służy. Wiesz, że ja znajdę przyjemność w najbardziej bezsensownych zajęciach. Tak już mam.
      Na mirabelki czekam właśnie. Może będą.

      Usuń
  20. There is nothing like growing, harvesting, and preserving your own food to make you slow down, pause, and take in the moment. Lovely post...

    OdpowiedzUsuń
  21. 3:00, 5:43... Podziwiam podwójnie za porę przy komputerze! U nas był dzisiaj szybki dżem z jeżyn, tyle że między 9:00 a 12:00 :-))

    OdpowiedzUsuń
  22. Jakie smaczne! I literki i obrazki.
    Moi rodzice na Mazurach całe lato i jesień robią przetwory i ja je później dostaję :)
    Ale czasem chciałabym sama robić....
    U nas osiedle jest na terenie sadu, są mirabelki, wiśnie, czereśnie no i przede wszystkim jabłonie. Nie które smacznie owocują i z tych moja przyjaciółka Mirka robi musy, ale do jedzenia na bieżąco. Pyszne są :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błąd zrobiłam: ma być "niektóre" :)

      Usuń
  23. Też robie teraz mnóstwo przetworów i co gorsza, juz prawie nie mam gdzie skłądowac tych słoików, a sliwki wciaz spadaja, a jabłka wciąz dojrzewają ,a gruszki sie dopiero zaczynaja a buraczki rosna jak bomby!
    Mąz robi mi nowe półki. Zapełnie je w try miga.
    Nie mam tylko takich pieców wspaniałych jak Ty, ale obywam sie tym ,co mam i tym sie cieszę. A zima będę sie obżerać tymi słodkościami i nabierac ciałka własnie tam, gdzie teraz je tracę. Człowiek jest jak gąbka i tyle. Ale zycie ma miec smak i nie będę mu robiłą wspak!
    Pozdrawiam Cie ciepło Owieczko pracowita!:-))

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie, nie jesteśmy tu na długo, tylko na urlop, u Antje, bo ona w Danii. W niedzielę wracamy do dobytku. Od Gisy Sch. dostałam puste słoiki z dekielkami w kratkę, to też będę robić malownicze przetwory. Wir waren in der Weberei Rosenwinkel, gerade war eine Fuehrung, da durfte ich zuhoeren. Der Arbeitsverlauf ist beim Weben der gleiche, nur es sitzen dort mehrere Frauen am Webstuhl gleichzeitig und das viele Stunden am Tag, da ist das Ergebnis auch schnell sichtbar. So, somit hast du Kommentare in mehreren Sprachen. Alles Gute! M., J., D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danke sehr. Ich bun neidisch. Alles Gute und viel Spass! B. & J. und die Schafe

      Usuń
  25. Ach, uwielbiam takie życie, idealne warunki do długiego życia ... zazdroszczę ,ale zdrowo :-)
    Tak smakowicie pisałaś o spiżarni z dzieciństwa, że chyba zaraz kupię jeszcze z 10 kg pomidorów i robię powtórkę z nocy :-)
    Gratuluję Ci świata, który stworzyłaś i pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  26. Wspaniałości,pyszności, ach rozmarzyłam się... Smaki lata zamknięte w słoikach. Lubię robić przetwory. Twoje wyglądają przepysznie. Takie życie lubię. Serdeczności posyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ale mi smaka narobiłaś, aż trudno to wszystko nazwać:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Rany:))) Już sama nie wiem, czy czytać, czy oglądać fotografie:)) Pozdrawiam wrześniowo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za Twoją opowieść o gruszkach:)

      Usuń
  29. Smakowicie u Ciebie, chętnie pomieszałabym razem z Tobą w tych garach te konfitury.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  30. opowieść o schowanku mnie rozczuliła,rozmarzyłam się ...zawsze miałam chęć na taką spiżarnię...ech....i jak to napisałaś?zwykły raj??? niezwykłe dziedzictwo z dzieciństwa i niezwykły raj!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  31. Cudownie rozczulająca opowieść, taka zwykła - niezwykła, do której chyba wszyscy po cichu wzdychamy:):) Jeśli będziesz kiedyś organizowała spotkanie przy smażeniu konfitur lub warzeniu sera - jestem pierwsza chętna!:):) Macham ciepło!:)

    OdpowiedzUsuń
  32. Jakiego smaku mi narobiłaś na morele, owieczko, na powidła... Pamiętam korki pokryte pszczelim woskiem u Babci, pamiętam pergaminowe nakrywki. Kto dzisiaj używa słowa ingrediencje? Cos cudnego. Przepiekne zdjęcia, podane cudownie, ze smakiem, z urokiem domowej spizarenki. Czytając Twoj post aż chce się pichcić! Jutro robię ajvar:)

    OdpowiedzUsuń
  33. Witaj, rozczulił mnie ten wpis :-) Ujęłaś w słowa wszystko to, do czego sama dążę. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  34. Najserdeczniejsze życzenia szczęśliwych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia
    oraz wszelkiej pomyślności i sukcesów w Nowym Roku składa cudARTeńka.

    OdpowiedzUsuń
  35. Pomyślności wszelakiej, coby gwiazda święciła dla Ciebie przez cały rok ułatwiając dotarcie do zamierzonych celów. Wszystkiego najlepszego i tyle radości ile karp ma ości!!!

    OdpowiedzUsuń